Brak mrozu i śnieg przywracają chęć do życia. Kijki na szafie się niecierpliwią, bo im obiecałem niebawem użycie. Dobrze to zrobi mojej słoninie.

W międzyczasie odkryłem outlet książkowy na Ratajczaka i za grosze kupiłem m.in. „Mgły Avalonu”. Potrzebny tylko półkowy rozmnażacz miejsca. Ewentualnei wygrana w totka i własna willa.

Zafundowaliśmy sobie ostatnio z K. maraton filmowy. Po serii gniotów sf (amerykańskie arcydzieła o superbohaterach), było kilka perełek. Na pierwszym planie „Pogorzelisko”. Obowiązkowo, 10/10 i rozpływam się.  Historia poszukiwania własnych korzeni i odwagi, by przerwać łańcuch nienawiści.

A teraz ku Stambułowi :)