Dzielę się z lustrem na dwie połowy

Ja płaczę choć odbicie się śmieje

Za sobą goszczę swój cień nie nowy

A on mi na złość się starzeje

Przecież musi być coś po drugiej stronie tęczy

Cicha miłość mała dróżka z tysiącem poręczy

Przecież musi być gdzieś lustrzane odbicie

Prawdziwe słowa

Przecież musi być coś po drugiej stronie tęczy

Głośny krzyk i echo na tysiąc przełęczy

Przecież musi być cień który ze mną chce żyć

Musi być

Dzielę się z oknem na dwie granice

Barwny świat szarzeje przez szybę zbrudzoną

Próbuję domyć szklane różnice

Lecz one żyją za drugą okna stroną

Przecież musi być coś po drugiej stronie tęczy

Cicha miłość mała dróżka z tysiącem poręczy

Przecież musi być gdzieś lustrzane odbicie

Prawdziwe słowa

Przecież musi być coś po drugiej stronie tęczy

Głośny krzyk i echo na tysiąc przełęczy

Przecież musi być gdzieś ktoś kto na mnie czeka

Musi być

Agnieszka Chrzanowska, „Po drugiej stronie tęczy”

Dobrze jest wreszcie znów czuć, że się zyje. Dobrze jest odzyskiwac siebie. Cudownie jest być po drugiej stronie tęczy.

Przewrócenie pierwszej kartki w ksiażce, to jakby wypowiedzenie magicznej inkantacji. Otwiera się wówczas portal wiodący w inny świat. Ja gdy zaczynam czytać dobrą książkę, to przestaję się interesować światem poza mną. Istnieję tylko ja i te słowa zapisane przede mną. Zwykłe, bieżące problemy przestają nagle mieć jakiekolwiek znaczenie, wszystko wydaje się jakieś bledsze.

Książki wciągają mnie niemiłosiernie. Bywają książki tak okrutne, że choćbym nie wiem ile miał do nauki, to nie usiądę do niej dopóki nie skończę lektury. Próbowałem z tym walczyć,ale gdy odkładam interesującą książkę, szczególnie w trakcie wciagającego wątku, to nie nie jestem w stanie się skupić na nauce. Uciakają mi całe akapity w podręcznikach, słówka nie wbijają się do głowy. To boli.Ale nie potrafię sobie odmówić tej przyjemności. Muszę mieć tę odskocznię, bo inaczej to bym chyba zwariował(choć podobno nie można spaśc z podłogi, jak to głosi prawo Murphiego).

Najbardziej „czasożercze” są dla mnie moje książki kultowe. No i tutaj prym wiedzie „Władca Pierścieni”. Bo chociaz czytałem go juz 7 razy, to i tak mnie nosi, żeby zacząć znowu (choć co poniektórzy śmieją się za mnie, że może tym razem wreszcie go zrozumiem). Każdy kolejny raz z Władcą jest inny. Nie wiem jak Mistrz Tolkien to zrobił,ale ja za każdym razem znajduję w nim coś nowego. Nigdy mnie jeszcze nie znudził, a wręcz przeciwnie. Zawsze czytam go jakbym to robił po raz pierwszy. Tym razem wreszcie podejmuję się przeczytać go w oryginale.

Skąd ta dzisiejsza notka? Ano zacząłem czytać „Potop”. Byłem ciekaw, jak go odbiorę teraz. Przebrnąłem przez niego gdy byłem w piątej klasie, czyli jakby nie spojrzeć 10 lat temu… I pomimo tego, że film znam doskonale, to ksiązka mnie porywa. Tak, tak- zostałem wciągnięty przez „Potop”. Na wiele rzeczy patrzę teraz oczyma fanatyka historii, a to dodaje smaczku:) Czuję w każdym razie,że szybko przez niego przepłynę. No i o to chodzi.

Odpływam zatem znowu, namarie.

Rok 2005 był to dziwny rok…

Na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zacząć. Tak samo i na blogu jakoś trzeba życie zainaugurować. Ktoś kiedyś powiedział, że blogi są formą emocjonalnego ekshibicjonizmu. Może coś w tym jest.

Te wakacje przyniosły mi wiele zmian, wielu rzeczy się nauczylem. Uczę się także siebie od nowa. Może pisząc publiczny pamiętnik wreszcie się wygadam i poukładam sobie w góówce to i owo.

Moje notki będą …będą po prostu moje. Niechaj przyświeca mi jako niedościgniony wzór audycja „Chris o poranku” z „Przystanku Alaska”. Będą o wszystkim i o niczym, o tym co mnie gryzie i o tym co raduje.

Przedstawienie czas rozpocząć.


  • RSS