Rozpocząłem dumnie Projekt Dostojewski 2011. W styczniu zainaugurowałem go od krótszych rzeczy – Białych nocy oraz Zimowych notatek o wrażeniach z lata. Bardzo przyjemne i lekkie rzeczy. Jednak luty przyniesie już działa większego kalibru. Mam już w domu pożyczone (dzięki uprzejmości pań z Zamku) dzieła Fiodora.

Gdzie zatme problem, poza zwykłym nawałem pracy? Otóż męczy mnie Larsson. Pierwszy tom jeszcze mi się podobał, ale trzeci czytam już siłą rozpędu i ciekawości. Albo mam za duże wymagania, albo thrillery/kryminały to rzeczywiście nie moja działka. Walczę więc, żeby dobrnąć z nim do końca, a łatwo nie jest. Więcej bestsprzedajacych się i hiperdupersuperświetnych kryminałów nie będę męczył i wrócę do moim ulubionych półek.